Podsumowanie 6. tygodnia

Poniedziałek:

 

Na początek dnia oglądaliśmy mecz ekstraklasy, Mateco Huby podejmowało Anonymous. Choć gospodarze to mistrzowie ekstraklasy z poprzedniej edycji, nie było to aż tak wyraźne na boisku. Mateco objęło prowadzenie dopiero w 12 minucie, Musiatowicz podał do środka do Bordulaka, ten wziął na zamach obrońcę i z 8 metrów strzelił w dolny róg bramki, 1:0. Dwie minuty później ponownie Mirosław Bordulak w roli głównej, tym razem wybiegł z własnej połowy, wymienił piłkę z Pauksztem, kolejny raz zrobił ten sam manewr przy obrońcach i trafił piłką w to samo miejsce co dwie minuty wcześniej, a Koziołek mógł tylko bezradnie patrzeć. Trzy minuty później wreszcie skuteczna odpowiedź gości, długie podanie Muczyńskiego do Palutkiewicza, ten zakłada „siatkę” Pauksztowi i obok Skoczylasa, 2:1. Po zmianie stron Anonymous dostał szansę by ten mecz rozpocząć na nowo – w 22 minucie sędzia dyktuje rzut karny, do piłki podchodzi Mazurczak, ale Skoczylas wyczuł intencje kapitana gości i wybija piłkę. W 30 minucie Musiatowicz strzela na 3-0 i jest właściwie po meczu, Mateco bawi się grą, a Anonymous biega bezradnie za zawodnikami gospodarzy. Stres gości wychodzi całkiem trzy minuty przed końcem, gdy Palutkiewicz wyprowadzając piłkę z własnej połowy oddaje ją Pauksztowi, a lider Mateco w swoim stylu rusza na przebój i wbiegając w pole karne, strzela w dalszy róg, 4:1. Dwie minuty później wynik ustala Tomasz Kowalkowski, 5:1. Najlepszym zawodnikiem meczu został Kamil Skoczylas (bramkarz gospodarzy), który w pierwszej połowie w ciężkich warunkach spisywał się znakomicie, a w drugiej części meczu obronił rzut karny i gdyby nie jego świetna dyspozycja, to gospodarze mogliby mieć o wiele większe problemy z dobrze grającym Anonymous. Anonymous po 17 meczach bez porażki, teraz odnotowuje drugą porażkę z rzędu. Mateco bez zmian na czele ekstraklasy.

 

Drugi mecz się nie odbył, Drużyna R nie dała rady zebrać składu i zmuszona była do oddania meczu walkowerem, warto jednak dodać, że zachowali się fair i poinformowali drużynę przeciwną. O 20:20 In Time Express Logistic pokonał 4:2 Clearcode. Gospodarze już od początku rzucili się na rywali i przed upływem 60 sekund było już 1:0 po goli Grzegorza Gruszki. W 15 i 18 minucie kolejne bramki dla In Time strzela Łukasz Grzywiński, najpierw odbiera piłkę obrońcy i strzela w bliższy róg, a przy drugiej okazji dostaje prezent od bramkarza gości, który podaje mu piłkę prosto pod nogi. Na odpowiedź gości trzeba było czekać aż do 34 minuty, błąd obrońców In Time wykorzystał Jakub Bomba. W 36′ hattricka skompletował Łukasz Grzywiński. Minutę później bramka dla gości, a strzelcem Marcin Maślany i choć drugi raz Clearcode podnosiło się do walki, to już było za mało czasu by dogonić rywala. O 21:10 Primavera podejmowała Breslauer SC 08, było to starcie zespołów, które przegrały swoje 3 ostatnie mecze. W meczu „przegranych” lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 2:1. Początek meczu był lepszy w wykonaniu gości, ale w końcu Primaverze udało się wciągnąć rywala w swoją długą, nieco nudną (dla oka) grę. Pierwsza bramka pada w 17 minucie, Markowski strzela sprzed pola karnego, piłka odbija się od obrońcy, dopada do niej Dynak i technicznym strzałem pokonuje Derlikowskiego, w tej akcji szczególnie rzucała się w oczy bierność obrony Breslauera, która grała jakby na alibi, niby obrońcy stali, ale tak naprawdę nikt nie chciał się zaangażować. W 20 minucie rzut karny dla gospodarzy, do piłki podszedł Prus i uderzył w przeciwnym kierunku niż rzucał się bramkarz, 2:0. Po zmianie stron do pracy wziął się Breslauer, ale Dusza z Guszczarem nie za bardzo potrafią ze sobą współpracować i nie było z nich wielkiego pożytku, w związku z tym, w 27 minucie wyręczył ich Maciej Wójcik, który przyjął piłkę na linii pola karnego i uderzył w samo okienko bramki. Primavera utrzymała korzystny wynik do końca spotkania i przełamała swoją niemoc, a Breslauer kolejny raz bez punktów. Najlepszym zawodnikiem meczu Sylwester Prus.

 

 

Wtorek

 

We wtorek odbyły się tylko dwa mecze, w pierwszym z nich Wypici Team rozgromili 5:0 Partizan Wrocław. Pierwszy gol padł w 15 minucie, po aucie wykonanym w światło bramki i oczywiście bramka nie byłaby zaliczona, ale piłkę trącił jeden z graczy Partizana i było 1:0. Gdy Wypici wyszli na prowadzenie, to od razu Partizan zmuszony był do bardziej otwartej gry i Wypici spokojnie wypunktowali rywala. Kolejne bramki dla gospodarzy strzelali Jakub Borowczyk, Grzegorz Kubik, Paweł Złomek i Damian Hutnik. Partizan jak zwykle grał nieźle do czasu straconej bramki, a później zespół się rozsypał, pojawiły się błędy indywidualne i w efekcie goście przegrywają swój 3 mecz z rzędu. W drugim meczu Gumzamet Fidasz wygrał 1:0 po ciężkiej walce z Elektrotimem. Pierwsza połowa była dość wyrównana i można byłoby napisać kilka pozytywnych rzeczy o grze gości, ale druga część meczu, to już dominacja Fidasza. Jedyna bramka padła w 27 minucie, Wojda zagrał długą piłkę w pole karne do Adriana Gorzki, który wykorzystał bierność obrońców, przyjął piłkę i uderzył w przeciwnym kierunku niż rzucał się bramkarz Elektrotimu.

 

 

Środa

 

Zaczęliśmy w 2. lidze i to od bardzo ważnego spotkania górnej części tabeli, AC Polanka podejmowała NG Engineering. Gospodarze wygrali mecz 4:0, ale choć wynik jest wysoki, to zupełnie nie oddaje przebiegu spotkania. Polanka męczyła się z rywalem i nie potrafiła znaleźć sposobu na obronę NGE i w 8′ Mackiewicz zdecydował się na strzał z dystansu, uderzył mocno i precyzyjnie i Polanka objęła prowadzenie. Na kolejną bramkę gospodarze czekali do 29 minuty i mieli w tej akcji wiele szczęścia, Dominik Tomczyk chciał uderzać na bramkę, ale nieco przypadkiem przyjął piłkę, minął obrońcę i podał w poprzek pola karnego do Piórkowskiego, który z bliska wpakował piłkę do bramki, 2:0. NG w drugiej połowie zaczynało przejmować inicjatywę, ale brakowało wykończenia, zawodził nawet Kufel, który w kluczowej akcji, zamiast uderzać, mając przed sobą tylko bramkarza, podał za słabo do kolegi i cała akcja straciła na tempie. Ostatnie dwie bramki padły w 40 minucie, pierwszą zdobył Dominik Tomczyk, a drugą weteran Polanki – Andrzej Olczak.

 

W drugim tego dnia meczu Millennium FC pokonało 5:3 Clearcode. Mecz lepiej rozpoczęli goście, którzy w 3 minucie wyszli na prowadzenie dzięki bramce Radosława Sikory, ale 4 minuty później fatalny błąd bramkarza Clearcode, Milewski źle przyjmuje piłkę i oddaje ją napastnikom i to musiało skończyć się bramką, strzelcem Paweł Kędzierski, który strzela z najbliższej odległości. Trzy minuty później Millennium już prowadzi, tym razem bramkarz dobrze wybija pierwsze uderzenie, ale przy piłce w poprzek pola karnego nie reagują obrońcy i Musisz strzela z 2 metrów, bramkarz był bez szans, 2:1. W 13 minucie błąd 2 obrońców Clearcode, którzy pozwalają by piłka skozłowała i przeleciała nad ich głowami, jeszcze jeden z nich ma szansę uratować sytuacje, ale oddaje pole napastnikowi gospodarzy, który jest sam na sam z bramkarzem i Musisz zdobywa swoją drugą bramkę, 3:1. Po zmianie stron Clearcode chce wrócić do gry, w 23 minucie bramkę zdobywa Sikora, który dostaje piękne podanie od Bartosza Mylki, 3:2. Błyskawiczna odpowiedź gospodarzy, uderzenie z rzutu wolnego, bramkarz paruje do boku, ale Musisz dopada do niej najszybciej i strzela swoją trzecią bramkę, 4:2. W 37 minucie piękna kontra gości w wykonaniu Jakuba Bomby i jest już tylko 4:3. Wynik w ostatniej akcji meczu ustala Bolak, 5:2. Najlepszym zawodnikiem meczu zdobywca hattricka – Arkadiusz Musisz.

 

Trzeci mecz, to starcie w ekstraklasie, Old Boys podejmowało Personę Direktservice Team. Old Boys od początku ustawiło autobus na swoim polu karnym i goście przez długi czas byli bezradni i sytuacja rozwiązała się dopiero w 39 minucie, po rzucie wolnym dla Old Boys, piłkę wybija Świszcz, jeden z graczy Persony dobiega do środka boiska i zagrywa do uciekającego prawym skrzydłem Janikowskiego, a ten przyjmuje i strzela w dalszy róg bramki, wydaje się, że bramkarz Old Boys mógł się przy tej sytuacji lepiej zachować, ale piłka wpada do bramki i Persona zdobywa 3 pkt, a Old Boys wciąż okupuje ostatnią pozycję. O 20:20 oczekiwaliśmy meczu dnia w spotkaniu pomiędzy Mateco Huby i Olimpią Sępolno, ale oba zespoły przyszły osłabione, gospodarze nie mieli swojego bramkarza i między słupkami musiał stanąć Grzegorz Paukszt (który w polu podobno i tak by nie zagrał ze względu na kontuzję), natomiast w Olimpii widoczny był brak Michała Wierzbickiego. Mateco tak jak dwa dni wcześniej spokojnie dążyło do celu i pierwszą bramkę zdobyli dopiero w 15 minucie dzięki Tomaszowi Siudakowi. Dwie minuty później wynik podwyższył Kubasiewicz i do przerwy Mateco wygrywało 2:0. Po zmianie stron wydawało się, że sytuacja wreszcie się zmieni, Olimpia atakowała coraz odważniej, ale bramkę zdobywają gospodarze, którzy wykorzystują błąd Olimpii i Skowroński pakuje piłkę do siatki z ok. 2 metrów. W 30 minucie honorowe trafienie dla gości, Storta podaje prostopadle do wybiegającego Grosela, a ten ładnym, technicznym strzałem pokonuje Paukszta, 3:1. W 35 minucie drugą bramkę zdobywa Siudak, a w 38′ Skowroński i Mateco wygrywa po raz 3 z rzędu i mając 15 pkt po 6 meczach prowadzi w tabeli. Na koniec dnia Castorama Korona uległa JM Auto Team 3:4. Castorama pomimo porażki zaprezentowała się nieźle i gdyby nie fatalne błędy w końcówce pierwszej połowy, to mieli realne szanse na urwanie punktów silniejszemu rywalowi. Strzelanie już w 2′ rozpoczął Deperas, ale gospodarze szybko odpowiedzieli, w 10 minucie błąd bramkarza JM wykorzystał Stochalski i było 1:1. Dwie minuty później JM ponownie wyszło na prowadzenie po golu Macedońskiego z rzutu wolnego. W 17 minucie Bolak strzelił zza połowy i choć widzieliśmy wiele takich bramek w jego wykonaniu, to nigdy się nie przyzwyczaimy, piękna bramka! Po zmianie stron Castorama wróciła do gry po samobójczym trafieniu Marcina Chryplewicza i w 29′ było 2:3. Trzy minuty poźniej ten sam zawodnik zrehabilitował się strzelając przepiękną bramkę zza pola karnego, 2:4. Trzy minuty przed końcem Castorama zdołała trafić do bramki gości po raz trzeci, Wójciak dośrodkował spod linii końcowej, a Gołda głową wpakował piłkę do bramki, 3:4. Najlepszym zawodnikiem meczu został Jacek Chryplewicz, który choć nie zapisał się w statystykach, to harował w obronie i ataku przez całe spotkanie. Castorama zostaje na ostatnim miejscu w tabeli, a awansowało na drugą pozycję i ma tylko punkt straty do lidera.

 

 

Czwartek

W pierwszym meczu Partizan Wrocław uległ 1:3 Regio-food.pl Beer Boys. Gospodarze od początku grali w osłabieniu, ale prezentowali się nadspodziewanie dobrze pierwszą część gry udało im się zakończyć z wynikiem bezbrakowym. Druga część jednak zaczęła się od szturmu gości, którzy już w 21 minucie wyszli na prowadzenie dzięki bramce Wojciecha Ryglowskiego. Partizan po straconej bramce musiał podejść do przodu i to szybko skończyło się kolejną bramka dla Beer Boys, w 25 minucie Zdun podaje Piotra Piwko, który pewnym strzałem pokonał bramkarza, 0:2. Trzy minuty później jest niespodziewana odpowiedź gospodarzy, a strzelcem bramki niezawodny Kamil Gawęda, 1:2. Partizan dalej walczył, ale w kolejnych minutach widać było jak bardzo odczuwalna jest dla nich gra w osłabieniu. W 31 minucie drugą swoją bramkę w tym meczu zdobywa Wojciech Ryglowski i Beer Boys wygrywają 3:1. Po zwycięstwie Beer Boys awansowali na 3. miejsce w lidze.

 

W drugim meczu oglądaliśmy zespoły z ekstraklasy, a konkretnie The Crazy Gang i Personę Direktservice Team. Goście rozpoczęli mecz niezwykle ofensywnie i zmusili TCG do gry na własnej połowie. Pierwsza bramka pada w 8 minucie gdy Persona fantastycznie rozklepała obronę rywali, ale trzeba przyznać, że mieli też sporo szczęścia, bo Michał Wantuch, który będąc 3 metry przed bramką, mógł już strzelać, zdecydował się na podanie w poprzek i jeden z wracających graczy TCG wbił piłkę do własnej bramki, 0:1. Persona miała korzystny wynik i TCG musiało zaatakować odważniej, ale w 13 minucie to się na nich zemściło, piłkę łapie Świszcz i choć jego koledzy wołają by ją przytrzymał, ten wykopem uruchamia Wojciecha Brogowskiego, który ma przed sobą tylko bramkarza, Brogowski kopie obok wychodzącego Masztalerza i TCG przegrywa już 0:2. W 15 minucie szkolny błąd gości, podanie z obrony w stronę Maziarza, ale ten czeka na piłkę i wyprzedza go Trebenda, który zagrywa „klepkę” z Czogałą, dzięki czemu mijają obrońcę, Trebenda dośrodkowuje do Szczepana Kusia, a najlepszy strzelec TCG przyjmuje piłkę, czeka na ruch bramkarza i strzela w okienko bramki, 1:2. Druga połowa jest już prowadzona pod dyktando gospodarzy, którzy z każdą minutą grali coraz lepiej, bo wiedzieli, że Persona nie jest tak mocna jak przed sezonem i mają szansę nawet na wygranie tego meczu. Wszystko rozstrzygnęło się w 38 minucie gdy Persona wychodziła z kontrą 3 na 1, piłka dobrze zagrana do środka, ale napastnik gości trafia prosto w nogi wychodzącego bramkarza i to otwiera szansę TCG, piłka trafia na prawe skrzydło do Beniamina Kusia, ten przerzuca na drugą stronę do swojego brata, Szczepan łamie akcję do środka i strzela w dalszy róg bramki, 2:2. Mecz kończy się remisem i chyba oba zespoły czują jednocześnie zarówno niedosyt i radość, bo końcówka meczu to był prawdziwy rollercoaster! Na koniec dnia JM Auto Team wygrało 1:0 z Primaverą, bo niezwykle wyrównanym meczu. Jedyna bramka w meczu padła w 37 minucie, po zamieszaniu po rzucie rożnym, w którym najlepiej odnalazł się Marcin Chryplewicz, który zdołał opanować piłkę i posłać ją do bramki chronionej przez Dominika Rekosza. JM Auto mogło poczuć sporą ulgę, bo dzięki wygranej wracają do pierwszej trójki i mają tylko punkt straty do lidera.

 

 

Piątek

Koniec tygodnia nie okazał się zbyt szczęśliwy dla Miah Kuda, które przegrało z Millennium FC 2:3. Od początku oglądaliśmy przewagę gości i w 7 minucie Tomasz Łuc strzela bramkę na 0-1. Do końca pierwszej połowy Millennium wciąż naciskało na gospodarzy, ale brakowało im wykończenia i do przerwy wynik pozostał bez zmian. MK fantastycznie zaczęło drugą połowę i po bramkach Łukasza Urbańskiego i Marcina Pelczara w 22 i 25 minucie wyszli na prowadzenie, 2:1. Wydawało się, że MK wreszcie się przełamie i po 3 porażkach wreszcie przyjdzie zwycięstwo, ale w 34 minucie fatalny błąd Saporettiego, który zagrywa ręką w polu karnym i sędzia wskazuje na „wapno”. Do piłki podchodzi Mazur, który nie daje szans bramkarzowi i znowu jest remis, 2-:. W ostatnich minutach Miah Kuda rzuca wszystkie siły by zdobyć zwycięską bramkę, ale w ostatnich sekundach meczu, niedokładne podanie przeradza się w kontrę, które skutecznie kończy Bolak. Millennium wygrywa 3:2 i awansuje w lidze na drugie miejsce.

 

Drugi mecz miał być hitem drugiej ligi, Wypici Team mierzyli się z liderem – In Time Express Logistics. Od początku gospodarze byli stroną przeważającą, tym bardziej, że w In Timie nie było ich najlepszego snajpera – Łukasza Grzywińskiego. Pierwsza połowa skończyła się bez bramek po obu stronach. W 21 minucie pierwszą bramkę w meczu zdobywa Rafał Pietrakowski, który został bez krycia przy rzucie rożnym i nie mógł zmarnować takiego prezentu, 0:1. W dalszych minutach gospodarze dalej byli stroną dominującą, ale w 26 minucie jest remis, a strzelcem bramki najskuteczniejszy gracz… Wypitych! Po rzucie rożnym Damian Hutnik niefortunnie trąca piłkę w stronę własnej bramki, a Kędzierski robiąc krok w drugą stronę nie miał szans zdążyć z interwencją i piłka wpada do siatki, 1:1. Wynik meczu do ostatniego gwizdka pozostał bez zmian i zespoły musiały podzielić się punktami, z czego na pewno bardziej zadowoleni byli goście, którzy wciąż pozostają na fotelu lidera.

 

O 19:30 Castorama Korona uległa Politologii 1:3, a mecz ten był popisem przed wszystkim Marcina Gołębiowskiego, nowej gwiazdy fioletowych, który zanotował dwie asysty, a w 40 minucie osobiście przypieczętował zwycięstwo zdobywając bramkę zza pola karnego. Honorowe trafienie dla gospodarzy zdobył Patryk Wójcik (i warto to obejrzeć na filmie poniżej!), który dostał idealne podanie od Sławomira Kozickiego. Pozostałe bramki dla Politologii zdobyli napastnicy – Jakub Bornio i Artur Polaczek. W ostatnim meczu, Anonymous wygrał 4:2 z Old Boys. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, w 2′ obrońca gości ręką wybił piłkę zmierzającą w światło bramki i sędzia odgwizdał rzut karny, który na bramkę zamienił Paweł Aftowicz. W 12 minucie samobójcze trafienie zaliczył Artur Janiak i było 1:1. Goście z remisu mogli cieszyć się niecałą minutę, bo chwilę później Rosiak wykorzystał podanie Koziołka i z ostrego kąta zdołał pokonać Sulewskiego, 2:1. Rosiak musiał szczególnie cieszyć się z tej bramki, bo w ostatnich meczach trafiał w słupki, poprzeczki i marnował najlepsze sytuacje, mamy nadzieję, że po tej bramce, skrzydłowy Anonymous wreszcie się przełamie. W 15 minucie odpowiedź Old Boys, dobre prostopadłe podanie do wychodzącego Aleksandra Sulewskiego, który puszcza piłkę obok Guzowskiego, 2:2. Druga połowa zaczęła się podobnie do pierwszej, dwie minuty po rozpoczęciu, sędzia dyktuje rzut karny dla gospodarzy po zagraniu ręką, a Aftowicz po raz kolejny się nie myli i gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie, 3:2. W 36 minucie akcja najlepszych zawodników Anonymous, Aftowicz ucieka lewym skrzydłem i dogrywa do środka do Janiaka, który przyjmuje i strzela obok bramkarza. Anonymous wygrywa 4:2 i awansuje na 4 pozycje.